14 lipca 2006, 19:48:59 (nie) normalny dzień
Ostrzeżenie już było ;), teraz do rzeczy. Po wyjściu z pracy musiałem sobie kupić pewien drobiazg do roweru i opłacić komórkę. Do tego momentu nie było tak żle, no pomijając 30 stopniowy upał i skwar pasujący bardziej do afryki niż Polski. No więc po zakupach udałem się na przystanek. Przystanek w Katowicach jest na totalnej patelni i nie ma się gdzie schować przed słońcem. W takim to miejscu przysżło mi spędzić coś 40 min w oczekiwaniu na autobus. Żeby było ciekawiej przyjechał autobus ale zamiast 870 (15 min jazdy + 5 min pieszo) pojawiła się 6 (25 mi jazdy i 13-15 min pieszo). No ale że nie chciało mi się już czekać dałem szansę 6. I był to jak się okazało przebłysk wizjonerstwa :). Jak dowiedziałem się poźniej od kolegi który również czekał na autobus 870 przyjechała 40 min póżniej, a ja jeszcze podjechałem sobie kawałek tramwajem. No ale to nie koniec :). Przychodzę do domu i okazuje się że jest ekipa od gazu i zakręcili kurek. Co pozbawia mnie obiadu na jakies 90 min. Dzisiaj było lepiej, autobu spóźnił się "tylko" 25 minut rano i kolejne 20 popołudniiu. Na szczęście jest już jest weekend :D, a temperatura też ciut spadła.
30 stopni w polsce to kiedys bylo cos normalnego, podobnie jak snieg po kolana ;) (odzwyczaili sie ludziska czy co :D)
ja wczoraj o 13 udalam sie na zakupy do katowic, po czym po 2 godzinach poszukiwania pewnych drobiazgowe, poszlam z kolezanka PIESZO :D do silesii :D ludzie troche dziwnie patrzyli, ale tam przynajmniej byla atmosfera igloo :D wyszlam ok 18 i byla temperatura "normalna" :D
podsumowujac: od 13 do 18 kupilam tylko 2 poltoracentymetrowe, blyszczace, metalowe mini-spineczki do wlosow :D